Logo serwisu: Ania radzi
Menu
  • Utrzymanie czystości
    • Czystość w domu
    • Sprzątanie
    • Czyszczenie sprzętów
    • Środki czystości
    • Akcesoria do sprzątania
    • Insekty w domu
    • Odzież i buty
    • Pranie
    • Prasowanie
    • Higiena osobista
    • Obuwie
    • Nietypowe problemy
    • Uciążliwe zabrudzenia
    • Brzydkie zapachy
    • Inne problemy z czystością
    • Wyposażenie domu
      • AGD i RTV
      • Drobne AGD
      • Duże AGD
      • RTV
      • Naprawa i obsługa AGD i RTV
      • Akcesoria do domu
      • Akcesoria do łazienki
      • Akcesoria do kuchni
      • Sprzęt do prasowania
      • Pozostałe akcesoria
      • Meble
      • Meble do salonu
      • Meble do kuchni
      • Meble do sypialni
      • Wyposażenie łazienki
      • Porady praktyczne
        • Złota rączka
        • Szybkie naprawy
        • Problemy z AGD
        • Codzienne problemy
        • Jak to zrobić?
        • Praktyczne rozwiązania
        • Odnawianie i renowacja
        • W kuchni
        • Warto wiedzieć
        • Zdrowie
        • Ciekawostki
        • Pozostałe
        • Ogród
        • Moje konto
        Facebook
        Szukaj
        • Ania radzi
        • Aktualności
        • Ciekawostki
        • Test kosiarki automatycznej Sunseeker Elite X7 Gen 2

        Sunseeker Elite X7 Gen 2 skosił 1000 m² bez nadzoru. Czy warto wydać kasę?

        Sunseeker Elite X7 Gen. 2
        Sunseeker Elite X7 Gen. 2, fot. opracowanie własne
        Opublikowano: 20.07.2026Udostępnij

        Koszenie trawnika potrafi pożreć całe popołudnie — szczególnie tam, gdzie teren jest pełen zakamarków, drzew, rabat i wąskich przejść. I tu pojawia się pytanie, które brzmi świetnie… dopóki nie trzeba sprawdzić go w praktyce: czy robot koszący naprawdę może wyręczyć klasyczną kosiarkę i zostawić po sobie równie równy, dopieszczony efekt? Przez kilka tygodni testowałem Sunseekera Elite X7 Gen 2 w realnym ogrodzie, wciąż zmieniając warunki i stawiając mu coraz trudniejsze zadania. Za chwilę zobaczysz, gdzie radził sobie zaskakująco dobrze, co potrafiło go zatrzymać i czy ta inwestycja ma sens, kiedy liczy się nie obietnica z reklamy, a wynik na trawie.

        1. Test Sunseekera Elite X7 w trudnym ogrodzie
        2. Sunseeker Elite X7 Gen 2: pierwsze wrażenia
        3. Konfiguracja i mapowanie ogrodu w praktyce
        4. Jak robot radzi sobie bez nadzoru
        5. Aplikacja Sunseeker Elite X7: możliwości i wady
        6. Szybkie i ciche koszenie w praktyce
        7. Co warto dopracować w Elite X7 Gen 2
        8. Jak Sunseeker Elite X7 Gen 2 oszczędza czas

        Test Sunseekera Elite X7 w trudnym ogrodzie

        Zanim odpaliłem pierwsze testy Sunseekera Elite X7 Gen 2, długo myślałem o tym, jak wypadnie w moim ogrodzie. To nie jest równo przystrzyżony, „katalogowy” trawnik, tylko przestrzeń pełna przeszkód i nieregularnych detali, które potrafią zaskoczyć nawet zaawansowanego robota koszącego.

        Sam trawnik ma około 1000 m², ale największą trudnością wcale nie jest metraż — kluczowy jest układ. Ogród ma nieregularny kształt, sporo rabat i klombów, kilka drzew oraz parę wąskich przejazdów, w których łatwo o pomyłkę nawigacji. Do tego dochodzi codzienny „ruch”: porozrzucane zabawki dzieci, drabinki czy akcesoria dla psa. To idealne środowisko, by sprawdzić, czy inteligentne funkcje robota faktycznie pomagają w realnych warunkach, a nie tylko świetnie wyglądają w folderach producenta.

        Sam teren jest prawie zupełnie płaski, więc nie miałem okazji przetestować urządzenia na stromych podjazdach ani przy dużych nachyleniach. Również trawnik nie jest wzorowy — miejscami pojawiają się chwasty i daleko mu do perfekcyjnego, angielskiego dywanu. Miałem jednak nadzieję, że regularna praca robota z czasem poprawi zarówno wygląd, jak i ogólną kondycję murawy.

        Sunseeker Elite X7 Gen 2: pierwsze wrażenia

        Już przy pierwszym kontakcie, zaraz po wyjęciu Sunseekera Elite X7 Gen 2 z pudełka, było oczywiste, że to nie jest robot do małego, przydomowego trawnika. Sprzęt od razu zwraca uwagę rozmiarem i masą, a to jasno sugeruje, że projektowano go z myślą o większych ogrodach i rozległych powierzchniach. Na tle wielu kompaktowych konstrukcji ta różnica jest widoczna natychmiast.

        Dopiero po chwili stało się jasne, skąd biorą się takie gabaryty. Robot ma imponującą szerokość koszenia — aż 35 cm — podczas gdy wiele modeli kierowanych do mniejszych ogrodów oferuje zwykle 18–22 cm. W praktyce oznacza to krótszy czas pracy: Sunseeker Elite X7 Gen 2 szybciej „zjada” kolejne pasy trawy i rzadziej musi wracać w te same miejsca, żeby dokończyć koszenie.

        Co ważne, mimo dużych rozmiarów przenoszenie robota nie jest uciążliwe. Producent zastosował sensownie rozmieszczone uchwyty, dzięki którym urządzenie można pewnie złapać, unieść i bez stresu przestawić tam, gdzie jest potrzebne. Niby detal, ale przy częstym użytkowaniu szybko docenia się takie rozwiązania.

        W zestawie znalazłem robota koszącego, stację dokującą, akumulator, komplet elementów montażowych ze szpilkami do przytwierdzenia stacji oraz instrukcję. Od początku całość sprawiała wrażenie dopracowanej i solidnej. Materiały są przyjemne w dotyku, spasowanie elementów stoi na dobrym poziomie, a konstrukcja nie wygląda jak przypadkowy, budżetowy sprzęt z półki marketowej. Jednocześnie nie ma tu przesady w stylu „kosmicznego gadżetu” za absurdalne pieniądze. To urządzenie z wyższej średniej półki, które już po pierwszych minutach buduje zaufanie jakością wykonania i rozsądnym podejściem do ceny.

        Po otwarciu pudełka znajdziemy tam taki zestaw
        Po otwarciu pudełka znajdziemy tam taki zestaw, fot. opracowanie własne

        Konfiguracja i mapowanie ogrodu w praktyce

        Start z Sunseekerem Elite X7 Gen 2 był zaskakująco bezproblemowy. Najwięcej czasu pochłonęło nie parowanie robota, a znalezienie sensownego miejsca dla stacji dokującej. Musiała stać stabilnie i jednocześnie łapać pewny zasięg Wi‑Fi, więc przez kilkanaście minut testowałem różne lokalizacje, aż trafiłem na tę właściwą.

        Na początku miałem też wątpliwość, czy baza może stać na zewnątrz przez cały rok, wystawiona na deszcz i działanie ogrodowych zraszaczy. Finalnie ustawiłem ją mniej więcej dwa metry od ściany domu. Po zakończeniu konfiguracji robot łączył się z siecią bez marudzenia i od tego momentu pracował już stabilnie, bez przerw i niespodzianek.

        Producent podkreśla, że ustawienie stacji ma realny wpływ na działanie całego zestawu. Przed bazą warto zostawić około 1,5 m wolnej przestrzeni, a nad robotem zapewnić możliwie szeroki „widok” na niebo – w instrukcji pojawia się zalecenie ok. 100 stopni niezasłoniętej przestrzeni. W praktyce opłaca się poświęcić chwilę na wybór miejsca, bo później procentuje to płynniejszą pracą całego systemu.

        Aplikacja mobilna od razu zrobiła na mnie dobre wrażenie. Jest czytelna i mocno kojarzy się z tym, co znamy z robotów sprzątających pokroju Roborocka czy Dreame. Obsługa jest intuicyjna, a dodanie urządzenia sprowadza się do zeskanowania kodu QR umieszczonego na obudowie robota.

        Najbardziej wciągającym etapem okazało się mapowanie ogrodu. Na start wybrałem automatyczne tworzenie mapy i muszę przyznać, że tam, gdzie krawędzie trawnika były wyraźne – przy ogrodzeniu, tarasie czy większych krzewach – robot radził sobie naprawdę dobrze i praktycznie nie wymagał mojej pomocy.

        Schody zaczęły się w miejscach, gdzie trawa „rozmywała się” i płynnie przechodziła w rabaty z niskimi roślinami. W takich fragmentach robot nie potrafił jednoznacznie złapać granicy i próbował włączyć do mapy także obszary, których nie planowałem kosić. Trudno jednak nazwać to dużą wadą, bo nawet dla człowieka te granice nie były oczywiste na pierwszy rzut oka.

        W takich sytuacjach przestawiłem się na mapowanie ręczne. Sterowanie robotem ze smartfona okazało się wygodne i zaskakująco precyzyjne. Mam wrażenie, że ten element jest dopracowany lepiej niż w kilku innych modelach, z których korzystałem wcześniej.

        Na plus zapisuję też sposób tworzenia stref koszenia. Najpierw można zmapować cały ogród jako jedną powierzchnię, a dopiero potem podzielić ją na mniejsze sekcje. To podejście znane z robotów sprzątających i w praktyce jest dużo wygodniejsze niż wyznaczanie każdej strefy od zera.

        Nie wszystko jest jednak dopięte na ostatni guzik. Po automatycznym mapowaniu zauważyłem, że w paru miejscach przy obrzeżach zostały małe skrawki trawnika poza wyznaczoną strefą. Co prawda aplikacja pozwala później poprawić granice, ale sam sposób edycji nie należy do najbardziej intuicyjnych. To jeden z tych elementów, które – moim zdaniem – producent mógłby jeszcze doszlifować w kolejnych aktualizacjach.

        Podczas testów robot świetnie poradził sobie z różnymi przeszkodami, które nie zostały oznaczone na mapie
        Podczas testów robot świetnie poradził sobie z różnymi przeszkodami, które nie zostały oznaczone na mapie, fot. opracowanie własne

        Jak robot radzi sobie bez nadzoru

        Po zakończeniu konfiguracji i przygotowaniu mapy miałem jeden kluczowy cel – upewnić się, że Sunseeker Elite X7 Gen 2 faktycznie potrafi działać w pełni autonomicznie, bez mojego ciągłego doglądania. Już po kilku dniach testów mogę uczciwie powiedzieć, że właśnie w tej kwestii robot zrobił na mnie największe wrażenie.

        Przez cały okres użytkowania nie zdarzyło się ani razu, by urządzenie utknęło, zawiesiło się albo potrzebowało mojej pomocy. Regularnie wyjeżdżało ze stacji dokującej, realizowało zaplanowane koszenie i bezproblemowo wracało do bazy. To ważne, bo mój ogród zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych terenów do pracy.

        Największym zaskoczeniem okazał się system wykrywania przeszkód. Nie oznaczałem na mapie większości rzeczy stojących na trawniku. W ogrodzie są m.in. dziecięce drabinki oraz metalowa kopuła do wspinania, której nisko osadzone podpory częściowo giną w trawie. Byłem niemal pewien, że prędzej czy później robot spróbuje na to wjechać. Nic takiego się jednak nie stało. Sunseeker Elite X7 Gen 2 za każdym razem poprawnie rozpoznawał całą konstrukcję i bezpiecznie ją omijał.

        Podobnie było z drzewami, krzewami i innymi przeszkodami w ogrodzie. Robot potrafił sam je identyfikować w trakcie pracy, więc nie musiałem tworzyć wielu stref zakazanych. Finalnie wyznaczyłem tylko dwie strefy obejmujące większe klomby, choć nawet bez tego urządzenie w większości przypadków i tak radziło sobie z omijaniem przeszkód. W praktyce to bardzo wygodne, szczególnie w ogrodzie, w którym ustawienie różnych przedmiotów potrafi zmieniać się z tygodnia na tydzień.

        Samo koszenie oceniam na plus, ale warto pamiętać o jednej ważnej zasadzie. Taki robot nie jest zamiennikiem jednorazowego, „mocnego” skoszenia mocno wyrośniętej trawy. Najlepiej sprawdza się wtedy, gdy trawnik wcześniej został doprowadzony do właściwej wysokości. Później urządzenie regularnie skraca źdźbła o niewielką wartość, utrzymując murawę w dobrej formie przez cały sezon.

        Na plus zapisuję też sposób poruszania się robota. Sunseeker Elite X7 Gen 2 nie krąży chaotycznie po ogrodzie, tylko pracuje według zaplanowanego schematu. Dzięki temu po zakończonym koszeniu trawnik wygląda równo i schludnie, bez wrażenia przypadkowych przejazdów.

        Nieco gorzej wypada koszenie przy samych obrzeżach. Przy wyłączonej funkcji cięcia krawędzi wzdłuż ogrodzeń i rabat zostawały pasy nieco wyższej trawy. Po włączeniu tej opcji efekt wyraźnie się poprawił, choć – jak w większości robotów koszących – nadal trudno mówić o idealnym wykończeniu.

        W trakcie testów trafiła się też sytuacja, która dobrze pokazuje, jak działa system wykrywania przeszkód. Kilka razy robot ominął pojedynczego, wysokiego dmuchawca, najwyraźniej uznając go za obiekt, którego lepiej nie dotykać. Może to rozbawić, ale z perspektywy bezpieczeństwa wolę takie podejście niż urządzenie, które bez wahania wjeżdża we wszystko, co pojawi się na jego drodze.

        Znalezienie odpowiedniego miejsca na stację dokującą zajęło trochę czasu
        Znalezienie odpowiedniego miejsca na stację dokującą zajęło trochę czasu, fot. opracowanie własne

        Aplikacja Sunseeker Elite X7: możliwości i wady

        Po kilku dniach z Sunseekerem Elite X7 Gen 2 coraz częściej łapałem się na tym, że mam w rękach bardziej „robota sprzątającego do ogrodu” niż klasyczną kosiarkę. I to zdecydowanie na plus — aplikacja jest czytelna, logicznie poukładana i działa niemal tak, jak rozwiązania znane z Roborocka czy Dreame. Jeśli ktoś korzystał wcześniej z podobnych ekosystemów, wejdzie w obsługę praktycznie bez żadnej nauki.

        Już po stworzeniu mapy ogrodu widać, że producent mocno postawił na rozbudowaną personalizację. Z poziomu aplikacji da się m.in. ustawić:

        • tempo poruszania się robota,
        • prędkość obrotową tarczy tnącej,
        • wysokość koszenia,
        • kierunek pracy,
        • harmonogram koszenia,
        • częstotliwość docinania krawędzi,
        • moment wykonywania koszenia obrzeży – na początku lub na końcu cyklu.

        Do tego dochodzi przydatne opóźnienie startu po deszczu. Robot może sam odczekać wybrany czas, zanim znów ruszy do pracy, co pomaga nie „mielić” zbyt mokrego trawnika. W testach urządzenie całkiem pewnie radziło sobie również na wilgotnej trawie i nie zauważyłem, żeby odbijało się to na jakości cięcia.

        Jednym z ciekawszych dodatków są mapy jakości sygnału. Po kilku cyklach aplikacja potrafi wyświetlić osobne mapy zasięgu Wi‑Fi, 4G oraz systemu pozycjonowania w różnych częściach ogrodu. Na co dzień nie jest to funkcja niezbędna, ale świetnie pomaga szybko zrozumieć, czemu w jednym miejscu robot działa płynniej, a w innym potrafi łapać zadyszkę.

        Nie wszystko było jednak idealne. Kilka razy trafiłem na sytuację, w której aplikacja przestawała na bieżąco odświeżać pozycję robota na mapie. Sam Sunseeker pracował dalej bez problemów, ale interfejs sprawiał wrażenie „zamrożonego”. Dopiero całkowite zamknięcie i ponowne uruchomienie aplikacji przywracało poprawne działanie. To detal, który producent powinien doszlifować w kolejnych aktualizacjach, bo niepotrzebnie psuje bardzo dobre wrażenie, jakie robi reszta oprogramowania.

        Szybkie i ciche koszenie w praktyce

        Największą niespodzianką w trakcie testów okazało się tempo działania Sunseekera Elite X7 Gen 2. Już po kilku dniach było jasne, że robot bardzo sprawnie „przerabia” kolejne fragmenty ogrodu i nie potrzebuje długich godzin, by utrzymać murawę w świetnej formie.

        Przy koszeniu wyznaczonych stref o powierzchni około 300–400 m² urządzenie zazwyczaj potrzebowało mniej niż godziny, aby zrobić to naprawdę dokładnie. Nie chodziło o szybki przejazd po trawie, tylko o pełnoprawne, staranne koszenie. W moim ogrodzie, który ma około 1000 m², cały proces — razem z przerwami na ładowanie — zwykle zamykał się w czasie krótszym niż pięć godzin. Robot bez wysiłku domykał temat po dwóch cyklach ładowania.

        W codziennym użytkowaniu przekłada się to na odczuwalnie większą wygodę. W przeciwieństwie do wielu mniejszych robotów, które potrafią krążyć po trawniku niemal przez cały dzień, Sunseeker Elite X7 Gen 2 robi swoje relatywnie szybko. Dzięki temu nie ma poczucia, że urządzenie bez przerwy jeździ po ogrodzie i jest „ciągle obecne”.

        Spora zasługa leży po stronie szerokości koszenia — 35 cm. To wyraźnie więcej niż w wielu konkurencyjnych konstrukcjach projektowanych głównie z myślą o mniejszych trawnikach. Na większych działkach ta różnica jest po prostu widoczna w praktyce i realnie skraca czas potrzebny na skoszenie całej powierzchni.

        Na plus wypada też kultura pracy. Robot jest cichy i nie wybija domowników z codziennych zajęć. Bez stresu można puścić go rano, wieczorem, a nawet w nocy. Celowo sprawdziłem jego działanie zarówno w ostrym słońcu, jak i po zmroku — w obu scenariuszach pracował równie pewnie i bezproblemowo.

        Największe wrażenie zrobiła jednak bezobsługowość. Po pewnym czasie praktycznie przestałem zwracać uwagę, że robot w ogóle pracuje. Sunseeker Elite X7 Gen 2 sam wyjeżdżał na zaplanowane koszenie, wykonywał zadanie i wracał do stacji dokującej. Efekt był prosty: trawnik pozostawał regularnie przycięty, a ja nie musiałem co weekend wyciągać klasycznej kosiarki.

        Sunseeker Elite X7 Gen. 2
        Sunseeker Elite X7 Gen. 2, fot. opracowanie własne

        Co warto dopracować w Elite X7 Gen 2

        Mimo że Sunseeker Elite X7 Gen 2 w testach wypadł naprawdę mocno, nie jest sprzętem całkowicie pozbawionym minusów. Większość z nich to drobiazgi, ale są też kwestie, które producent mógłby jeszcze doszlifować w kolejnych aktualizacjach albo następnej generacji urządzenia.

        Najwięcej uwag mam do edytowania już stworzonej mapy. Sam proces mapowania ogrodu przebiega szybko i bez nerwów, szczególnie tam, gdzie krawędzie trawnika są dobrze zdefiniowane. Schody zaczynają się dopiero wtedy, gdy chcemy nanieść małe poprawki. U mnie robot zostawił cienki pasek trawy przy obrzeżu, a dopracowanie tego fragmentu okazało się mniej intuicyjne, niż zakładałem. Opcja edycji oczywiście jest, ale jej obsługa mogłaby być wyraźnie prostsza i po prostu wygodniejsza na co dzień.

        Druga rzecz do dopracowania to aplikacja mobilna. Ogólnie trzyma wysoki poziom – wygląda nowocześnie, jest czytelna i daje sporo opcji ustawień. Kilka razy trafiła mi się jednak sytuacja, w której podgląd postępu koszenia przestawał się aktualizować. Robot działał normalnie, ale aplikacja sprawiała wrażenie, jakby się „zacięła”. Dopiero jej zamknięcie i ponowne uruchomienie przywracało poprawne działanie.

        Warto też mieć z tyłu głowy, że nawet najbardziej zaawansowany robot nie zdejmie z nas absolutnie wszystkich obowiązków. Sunseeker Elite X7 Gen 2 bardzo skutecznie utrzymywał trawnik w świetnej kondycji, ale co jakiś czas i tak sięgałem po podkaszarkę, żeby dopieścić trudniejsze miejsca przy krawędziach albo wokół wybranych przeszkód. Różnica jest jednak kolosalna, jeśli chodzi o nakład pracy: wcześniej pełne koszenie zajmowało mi około dwóch godzin tygodniowo (a przy szybkim wzroście trawy nawet częściej), a po wdrożeniu robota wystarczało mniej więcej 15 minut co dwa tygodnie. Co ważne, w moim przypadku było to bardziej efektem chęci utrzymania trawnika „na ideał” niż realnej potrzeby.

        Na koniec trzeba wspomnieć o rozmiarach urządzenia. Sunseeker Elite X7 Gen 2 jest zauważalnie większy niż wiele konkurencyjnych modeli, więc najlepiej odnajduje się na średnich i dużych działkach. W moim ogrodzie o powierzchni około 1000 m² duża szerokość koszenia okazała się ogromną zaletą, ale posiadacze małych ogródków mogą dojść do wniosku, że praktyczniejszy będzie po prostu mniejszy model.

        Sunseeker Elite X7 Gen. 2
        Sunseeker Elite X7 Gen. 2, fot. opracowanie własne

        Jak Sunseeker Elite X7 Gen 2 oszczędza czas

        Po kilku tygodniach korzystania mogę spokojnie powiedzieć, że Sunseeker Elite X7 Gen 2 faktycznie potrafi zdjąć z barków właściciela ogrodu sporą część pracy. Nie dlatego, że działa idealnie w każdej sytuacji, ale dlatego, że bardzo skutecznie przejmuje najbardziej czasochłonny element pielęgnacji trawnika — i robi to niemal bez udziału użytkownika.

        Najlepiej widać to na moim przykładzie. Zanim zacząłem testy, na koszenie schodziły mi mniej więcej dwie godziny tygodniowo. Po uruchomieniu robota moja „obsługa” sprowadziła się praktycznie do sięgnięcia po podkaszarkę raz na kilkanaście dni, głównie tam, gdzie nie dociera żaden robot koszący.

        Co ważne, końcowy rezultat okazał się lepszy niż przy klasycznym koszeniu. Regularne skracanie niewielkich fragmentów źdźbeł sprawia, że trawa cały czas wygląda na świeżą, równą i po prostu zadbaną. To jedna z tych zalet robotów koszących, którą w pełni docenia się dopiero po dłuższym czasie, gdy trawnik zaczyna „trzymać formę” bez większego wysiłku.

        Najwięcej czasu i uwagi pochłonął start: wybór miejsca na stację dokującą, pierwsza konfiguracja i przygotowanie mapy ogrodu. Kiedy ten etap miałem już zamknięty, robot w zasadzie przestał wymagać mojej ingerencji. W trakcie testów nie zdarzyło się, by utknął na przeszkodzie, pogubił mapę czy potrzebował ciągłego doglądania. Po prostu wyjeżdżał, robił swoje i wracał do bazy.

        Jasne, to nie jest sprzęt bez słabych stron. Producent powinien dopracować aplikację — szczególnie odświeżanie postępu pracy i edycję już zapisanych map. Trzeba też pamiętać, że przy krawędziach trawnika podkaszarka nadal czasem się przyda. Mimo to są to raczej drobne niedociągnięcia niż realne problemy, które przeszkadzają w codziennym użytkowaniu.

        Po zakończeniu testów mogę stwierdzić jedno: do takiej wygody przyzwyczaja się zaskakująco szybko. Po kilku tygodniach trudno wyobrazić sobie powrót do wyciągania tradycyjnej kosiarki w każdy weekend. Dla właścicieli większych ogrodów Sunseeker Elite X7 Gen 2 to urządzenie, które naprawdę oszczędza czas i pozwala cieszyć się równym, zadbanym trawnikiem praktycznie bez wysiłku.

        Czytaj także:
        • Trawnik po zimie odzyska kolor - wystarczy ten jeden prosty trik

        Ania radzi
        • Grupa KB.pl - informacje
        • Kontakt
        • Reklama
        • Załóż konto
        • Logowanie
        • Facebook
        • X.com
        Mapa strony
        • Aktualności
        • Artykuły
        • Tagi
        • Autorzy
        Inne serwisy Grupy KB.pl
        • KB.pl
        • Fajny Ogród
        • Fajny Zwierzak
        • Kroniki Dziejów
        • Fajne Gotowanie
        • Spokojnie o ciąży
        Informacje prawne
        • Regulamin
        • Polityka prywatnosci i cookies
        • Regulamin DSA
        • Zaufani partnerzy
        © 2017-2026 Grupa KB.pl. All rights reserved.