Pellet po 2000 zł? Polacy palą żwirkiem dla kota i kukurydzą, by przetrwać zimę

Jeszcze niedawno pellet uchodził za pewny, „bezproblemowy” zamiennik węgla. Teraz jednak ten sezon grzewczy przyniósł coś, czego wielu się nie spodziewało: dotkliwy niedobór opału, który wywrócił plany tysięcy gospodarstw domowych. Polacy ruszyli na poszukiwanie alternatyw dla popularnego granulatu — a ci, którym skończyły się zapasy, stają przed trudnym wyborem: czym ogrzać dom, gdy pelletu po prostu nie ma?
- Pellet drożeje, więc pali zbożem
- Pellet drogi? Polacy palą zbożem
- Brytyjczycy palili żwirkiem dla kotów
- Pellet znów może zabraknąć zimą 2026
Pellet drożeje, więc pali zbożem
Pan Wojciech od kilku lat ogrzewa dom piecem na pellet. Liczył, że dzięki temu rachunki będą przewidywalne, a on przestanie co sezon zastanawiać się, skąd wziąć opał na zimę. Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa: w tym sezonie grzewczym ceny pelletu przebiły symboliczny próg 2000 zł za tonę, a w wielu miejscach coraz trudniej kupić większą partię biomasy od ręki.
Dość szybko uznał więc, że przy obecnych stawkach uzupełnianie domowych zapasów pelletu zwyczajnie mu się nie kalkuluje. Zamiast płacić więcej, zaczął rozglądać się za tańszymi opcjami. Właściciel kotła na biomasę postanowił sprawdzić w praktyce opał ze zboża, który w ostatnich tygodniach wyraźnie zyskuje na popularności. Według niego najlepiej wypada owies — spala się równo i pozwala utrzymać stabilną pracę paleniska.
Jednym z ciekawszych rozwiązań, które przetestował pan Wojciech, była kukurydza. Ma ona wyższą kaloryczność, ale trudniej ją rozpalić, a dodatkowo w palenisku potrafi zostawiać dużo spieków. Na liście prób znalazło się też żyto, jednak szybko z niego zrezygnował — brak łuski i kłopotliwe rozpalanie skutecznie zniechęciły do dalszych testów. Ostatecznie zdecydował się na mieszankę, w której dominuje owies, uzupełniony niewielkim dodatkiem kukurydzy.
Pellet drogi? Polacy palą zbożem
W tej chwili tysiące Polaków mierzy się z identycznym kłopotem. Przez ograniczoną dostępność pelletu wiele osób staje przed wyborem: kupić opał w mocno zawyżonej cenie albo gorączkowo szukać tańszego rozwiązania. W sieci przybywa ogłoszeń, w których jako „paliwo na zastępstwo” oferuje się owies, kukurydzę czy jęczmień. Choć producenci kotłów na pellet wyraźnie odradzają takie eksperymenty, część użytkowników została postawiona pod ścianą — albo znajdą biomasę, którą da się spalić, albo zimę spędzą w niedogrzanym domu.
Rolnicy nie ukrywają, że w ostatnich tygodniach popyt na zboże wyraźnie poszedł w górę. Za tonę surowca otrzymują zwykle około 650–800 zł, co sprawia, że wypada on zdecydowanie korzystniej cenowo niż pellet. Warto jednak pamiętać, że spalanie zamienników granulatu drzewnego ma sens wyłącznie wtedy, gdy korzysta się z pieca przystosowanego do takich alternatyw.
Właściciele kotłów na biomasę obawiają się, że używanie niedozwolonych zamienników może oznaczać utratę gwarancji. Pan Wojciech — podobnie jak wielu innych posiadaczy takich urządzeń — świadomie podejmuje ryzyko awarii, bo nie chce płacić nawet dwóch tysięcy złotych za tonę pelletu, a dom i tak trzeba czymś ogrzać. W praktyce ostrzeżenia producentów schodzą na dalszy plan, gdy priorytetem staje się ciepło i bezpieczeństwo rodziny.

Brytyjczycy palili żwirkiem dla kotów
Dziś to Polacy mierzą się z zawirowaniami na rynku pelletu, ale jeszcze trzy lata temu bardzo podobny scenariusz rozegrał się w Wielkiej Brytanii. Zimą 2023 roku na Wyspach zaczęło brakować pelletu, a właściciele kotłów na biomasę stanęli pod ścianą i musieli w ekspresowym tempie szukać zastępstwa. Część domów zdecydowała się na rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka brzmi jak żart:… drewniany żwirek dla kotów. W praktyce chodziło jednak o granulat drzewny, który — tak jak owies czy kukurydza — da się spalać w kotłach na biomasę.
W 2023 roku brytyjskie sklepy zoologiczne zauważyły gwałtowny skok sprzedaży drewnianego żwirku. Taki wzrost popytu szybko uruchomił debatę o tym, czy używanie tego typu granulatu w piecu na pellet jest w ogóle bezpieczne. Producenci kotłów ostrzegali, że żwirek drzewny — podobnie jak zboże — nie powinien być traktowany jako pełnoprawne paliwo. Mimo tych zastrzeżeń wielu użytkowników urządzeń na biomasę sięgnęło po tę alternatywę, a co ciekawe, w wielu przypadkach kotły działały dalej bez większych problemów.
Pellet znów może zabraknąć zimą 2026
Specjaliści nie mają wątpliwości – braki pelletu na polskim rynku nie są jednorazowym incydentem. Ten kłopot będzie wracał, bo w kraju zaczyna brakować trocin i zrębków, które mogłyby pokryć coraz większe zapotrzebowanie na pellet. Zimowe przerwy w dostawach biomasy mogą stać się codziennością, dlatego lepiej pomyśleć o uzupełnieniu zapasów opału z dużym wyprzedzeniem, zanim ruszy sezon grzewczy.
Mrozy, które uderzyły w Polskę na początku 2026 roku, dobitnie pokazały skalę zjawiska. Użytkownicy kotłów na pellet w krótkim czasie wypalili zgromadzone zapasy i niemal równocześnie ruszyli po kolejne dostawy. Taki skok popytu zablokował rynek – pojawiły się braki opału, a ceny poszybowały w górę do absurdalnych poziomów. Coraz więcej sygnałów wskazuje, że realna poprawa może przyjść dopiero pod koniec sezonu grzewczego.
O skuteczne wyjście z tej sytuacji nie jest łatwo. Pomogłaby na pewno większa efektywność energetyczna budynków, ale dla wielu osób koszt termomodernizacji pozostaje poza zasięgiem – nawet wtedy, gdy mogą liczyć na dotacje. W praktyce wiele gospodarstw domowych musi szukać doraźnych rozwiązań: pan Wojciech, podobnie jak inni właściciele kotłów na pellet, zdecydował się czasowo zmienić paliwo, by przetrwać najtrudniejszy okres i utrzymać ciepło w domu.