Bić głąbów

Pierwszym wrogiem internetowych szeryfów są właściciele samochodów, zwanych często pogardliwie “blachosmrodami”. Jakiekolwiek uchybienie ze strony kierowców natychmiast zostanie zauważone i bezlitośnie skrytykowane.

- Chciałbym serdecznie pozdrowić kierowcę Suzuki i gorąco zachęcić do używania resztek mózgu przy parkowaniu. Do Toyoty nie dało rady wejść z właściwej strony - napisał internauta Kamil, udostępniając zdjęcie dwóch stojących bardzo blisko siebie samochodów.

Ten krótki, a zarazem mocno uszczypliwy wpis, zgromadził aż 170 komentarzy. Niektórzy wypowiadali się w sposób pobłażliwy, a nawet próbowali tłumaczyć powody zaistniałej sytuacji. Inni wręcz przeciwnie.

Są fajne naklejki, które mają taki klej i papier, że ich zdjęcie to nie lada akcja. Polecam zakupić ze 100 sztuk i jak się trafi taki mistrz to w nagrodę naklejeczka. Albo kilka, w różnych miejscach, żeby zdjęcie było koszmarem. I jak pojeździ taki champion obklejony medalami, to parkowanie ogarnie wzorowo. U mnie parkują i wychodzą obejrzeć czy wszystko gra. Lusterka pochowane, odległości trzymane, kulturka. Takie trochę upomnienie, bez złośliwości, każdemu się zdarza gdzieś na chwilę, wiemy, jak jest. Ale ten gość to zasługuje na całą setkę naklejek “karny k…s za parkowanie”. Zachęcam do szkolenia takich mistrzów.

Suzuki, auto kapeluszników, reszta tłumaczy się sama.

Takich głąbów to trzeba bić.

W takim wypadku zawsze wsiadając można zawadzić przypadkiem kluczem, tak przez długość całego boku do żywej blachy najlepiej.

Może zimno i chciał się przytulić.

Może łatwiej rozwiązać temat, wkładając kartkę za wycieraczkę pojazdu z prośbą. Czasem miłe zwrócenie uwagi szybko rozwiązuje problem.

Z czasów studenckich pamiętam, że do takiej Toyoty dało się wsiąść przez bagażnik.

Nie tylko na parkingach zdarzają się sytuacje konfliktowe. Wąskie chodniki stanowią dla nich wręcz idealną pożywkę. Na jednej z grup szczecińskich użytkowniczka Laura zamieściła zdjęcie auta, którego tył “zaszedł” daleko za krawężnik:

- Wieloryb przez ucho igielne, pieszy przez chodnik. Panie, tędy to nawet anorektyk się nie przeciśnie. Jak ktoś chce test szczupłości, to zapraszam do nas dzisiaj.

Aż 94 osoby zdecydowały się wypowiedzieć się pod postem, co świadczy o poziomie emocji powstających na linii piesi - kierowcy samochodów:

W tym miejscu zawsze tak jest, kiedyś chodziłem na spacer z wózkiem, to musiałem jezdnią przechodzić.

Typowy nieogar nauczony parkowania przez wujka Zdzisia. Jak się nie dobije kołami do krawężnika, to nie zaśnie w spokoju. Przecież wiadomo, że mondeo w combi ma 25 m długości i będzie mu maska wystawała na jezdnię. Takich talentów na polskich drogach i parkingach na pęczki. Nie są w stanie ogarnąć, że parkowanie polega na zmieszczeniu się obrysem samochodu w zatoce/wyznaczonym miejscu, a nie bezmyślnym dobijaniu kołami do najbliższej przeszkody.

O czym ta cała dyskusja jest? Przepisy są konkretne i kierowcy powinni je znać. Tu zostały złamane. Jak mnie będzie za ciasno i wejdę na jezdnię i utrudnię samochodom jazdę, to nie sądzę, żebym się spotkała ze zrozumieniem ze strony kierowców, że taki mus. Nie ma co rwetesu podnosić, chamstwo uruchamiać, szukać usprawiedliwień, tylko przestrzegać prawa.

Niektórzy jednak przytomnie zauważają, że kierowca zostawił przepisowe 1,5 metra na przejście, a nawet sprzeciwiają się “dyktatowi pieszych:

Problem jest taki, że ludzie nie mają gdzie parkować. Zaczyna to wyglądać tak, że trzeba w koło jeździć, żeby coś znaleźć. Chyba to podwyższa wydatek CO2? Alternatywą jest parkowanie (żeby chleb kupić) na zakazach, Zaczynam mieć tego dość, bo moja fajna dzielnica staje się koszmarem, bo mieszkańcy wybrali ludzi, którzy uważali, że wszyscy powinni się poruszać na piechotę albo rowerami. Szczególnie w zimie.

Żałosne. Dajecie się napuszczać na siebie. Pieszy ma prawa, ale zmotoryzowany ma takie same? Poszerzenie chodnika, by można było przejść, leży w gestii samorządu! I na władze samorządowe trzeba naciskać, a nie kwękać jedni na drugich!

Tu się zmieści jelcz z przyczepą, pani czepialska.

Równie gorące dyskusje budzą chyba tylko… psie odchody. Sprawdź także ten artykuł: Na Pocztę Polską, na kuriera, na ogłoszenie o pracę - czyli jak oszuści naciągają nas w Internecie?

Nie ma dnia, żeby nie wdępnąć

Internetowi strażnicy prawa i porządku z wyjątkową zaciekłością tropią “incydenty kałowe”. Biorąc pod uwagę ogólny stan czystości polskich chodników, trudno dziwić się oburzeniu:

- Masz psa? Skoro podjąłeś decyzję o tym, żeby mieć psa w domu, podjąłeś się wszystkiego, co z nim związane. Nie wstydź się i sprzątaj o nim. - napisał zbulwersowany użytkownik grupy zrzeszającej mieszkańców gminy Tarnowo Podgórne. - Ulica Szkolna przy osiedlu Jakon wygląda tragicznie. Mina na minie i to różnego rodzaju wielkości, gdzie dopiero pół roku temu ten narożnik został oddany do użytku, a wygląda tragicznie. To co będzie za kolejne pół rok czy rok jak każdy będzie tak zostawiał po swoich psach kupy. Właścicielu czworonoga, ogarnij się. I zastanów, zanim zostawisz pamiątkę po swoim czworonogu gdzieś na trawniku czy komuś pod domem, czy chciałbyś, żeby ludzie robili tak pod twoimi oknami. Tym bardziej że obok jest śmietnik.

Większość czytelników poparło słowa przedmówcy. Niektórzy podzielili się swoimi doświadczeniami:

Sam kiedyś miałem sytuację, w której notorycznie “pamiątki” po psie zalegały na pasie zieleni pod moim płotem. Pewnego razu wracając do domu, udało mi się przyłapać delikwenta na gorącym uczynku. Zwolniłem przed posesją, uchyliłem okno i zapytałem uprzejmie, czy ma woreczki na odchody swojego milusińskiego. Ten jakże ochoczo odpowiedział mi “a co cię to, k…a, obchodzi”.

Ma Pan rację. Wielokrotnie zwracałam uwagę właścicielom psów, aby posprzątali po swoim pupilu, to udają, że nie słyszą albo patrzą w telefon. Również słyszałam obelżywe słowa pod moim adresem. Pod osłoną nocy puszczają psy luzem, a pies idzie tam, gdzie mu pasuje, a właściciel ucieka, gdzie pieprz rośnie, bez sprzątania.

Problem może wydawać się błahy, ale w rzeczywistości taki nie jest. Psie odchody na chodnikach i trawnikach to nie tylko problem estetyczny, ale również zdrowotny. W niestrawionych resztkach jedzenia mogą się znajdować larwy pasożytów, a także szkodliwe drobnoustroje. Zarazić nimi mogą się nie tylko inne zwierzęta, ale również bawiące się na dworze dzieci.

Warto również przypomnieć co na ten temat mówi polskie prawo. Art. 4 ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nakłada na właściciela czworonoga obowiązek “ochrony przed zanieczyszczeniami terenów przeznaczonych do użytku wspólnego”. Za naruszenie tego przepisu grozi mandat w wysokości 500 zł.

Czy była już dziś drama w Internecie?

Czasami jednak internetowego “bulwersu” nie sposób traktować poważnie. Tak było w przypadku posta, który pojawił się na grupie mieszkańców warszawskiego Żoliborza:

- Catch me if you can - tak woła do mnie mój kosz Ikea, który godzinę temu zniknął z komory śmietnikowej przy ul. Dygata. A może to sąsiad lub sąsiadka chce się bawić w ciepło - zimno? Obiecuję, że się pobawimy, ale najpierw prośba o odniesienie kosza do godziny 22. Później zabawię się w Szerloka i pójdę obejrzeć film do ochrony. Poczekajmy chwilę, zanim sobie przywłaszczył czyjeś mienie stojące bez opieki 30 min nawet na śmietniku! Może ktoś jest w sklepie lub na spacerze z psem. Z góry dziękuję, sąsiad.

Prośba oburzonego właściciela kosza nie spotkała się ze zrozumieniem. Większość komentujących przytomnie zauważyła, że trudno mówić o jakimkolwiek przywłaszczeniu, skoro przedmiot stał na śmietniku:

W definicji śmietnika nic nie ma o tym, że to przechowalnia mienia.

Śmietnik, kosz na śmieci, altana śmietnikowa to rzeczy i pomieszczenia służące do wyrzucania śmieci, a nie: składzik, magazyn, komórka lokatorska. Nic dziwnego, że ktoś zabrał. Pretensje trzeba mieć do siebie.

Śmieci zniknęły ze śmietnika? No szok!!!

Autor posta nie ma poczucia żenady. Mam nadzieję, że kosz trafił na lepszego właściciela, który na niego zasługuje.

Ktoś nawet pokusił się o wykładnię prawną:

Szanowny Panie Sąsiedzie. Na postawie tego, co sąsiad napisał, to kodeksowo zrzekł się prawa własności do kosza. Wszystko, co pozostaje w śmietniku, staje się rzeczą niczyją, zatem każdy może wejść w jej posiadanie. Jeśli zaś pan nie miał woli pozbycia się rzeczy, to będzie trzeba to udowodnić. Okoliczności pozostawienia kosza są tu kluczowe. Odróżnienie tego, czy rzecz została porzucona, czy może zgubiona, będzie miało istotne znaczenie. Przy porzuceniu wystarczy objęcie owej rzeczy w posiadanie, natomiast w przypadku rzeczy zgubionej ustawa nakłada na znalazcę szczególne obowiązki, które on musi spełnić, aby stać się nowym właścicielem.

Niestety nie wiadomo czy jaki był finał sprawy, gdyż autor posta już więcej się nie odezwał.

Na koniec warto jednak zaznaczyć, że w wielu przypadkach cyfrowi szeryfowie dzielą się z otoczeniem potencjalnie przydatną wiedzą. Na przykład o podejrzanych osobnikach kręcących się na klatce schodowej, czy o złodziejach, którzy dokonywali rozpoznania w terenie.

- Hej sąsiedzi! Piszę ten post, żeby ostrzec przed złodziejami. Ostatnio był tu wpis o oznaczaniu mieszkań, moje również zostało oznaczone dwoma kreskami i strzałką. Zamazałam to. Dziś po powrocie z pracy zauważyłam, że mój lokal ponownie został oznaczony, tym razem samą strzałką. Obserwujcie otoczenie i siebie nawzajem. Ja tymczasem muszę przemyśleć jak zapobiec włamaniu, bo ewidentnie jestem na celowniku - napisała Agnieszka na forum “Co tam na Szczepinie”.

Co oznacza symbol strzałki w złodziejskim języku? Miejscówka niewarta zachodu, za duże ryzyko. Kreski określają liczbę lokatorów danego mieszkania. Być może dzięki czujności i chęci pomocy szczepińskiej internautki nie stracił majątku całego życia.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 92.3% czytelników artykuł okazał się być pomocny